SerceTaty.pl

Prawdziwe męstwo leży nie w tym, co świat nazywa sukcesem, ale w byciu zawziętym kiedy wszystko w człowieku mówi "dość"

Miesiąc: sierpień 2026

Rozmowa z Jackiem Ruszkiewiczem

Razem z Łukaszem z Pamiętnika Taty Anusi chcemy za pośrednictwem naszych mediów zacząć opowiadać historie innych ojców, którzy zamiast spokojnego życia muszą mierzyć się z zarzutami, pomówieniami oraz alienacją rodzicielską. To historie ojców, którzy nie zasłużyli na to, co ich spotkało – ojców, którzy kochają swoje dzieci i byliby w stanie oddać za nie życie. Dzisiaj zebraliśmy materiał do rozmowy, którą przeprowadziliśmy z Jackiem Ruszkiewiczem, ojcem odseparowanym od trojga swoich dzieci, z którego zrobiono przestępcę.

Po wyroku sądu dotyczącym zagrożenia nakazem zapłaty

W dniu dzisiejszym w Sądzie Rejonowym Katowice-Zachód odbyło się posiedzenie, którego celem było ustalenie, czy ja – jako ojciec – powinienem być każdorazowo karany kwotą 1 100 zł za spóźnienia przy odwożeniu córki do jej matki. O samym wniosku i jego szczegółach pisałem już w osobnym wpisie. Cieszę się, że posiedzenie odbyło się dopiero po moim powrocie z wakacji (o którym napiszę wkrótce), kiedy musiałem już oddać moją ukochaną córkę jej właścicielce, a ta – w swoim wakacyjnym czasie z córką – musiała jeszcze dojechać do sądu.

Samo przesłuchanie i pobyt w sądzie trwały około godziny. Oboje stawiliśmy się bez pełnomocników. Ja zresztą, gdy tylko otrzymałem pismo z sądu, od razu na nie odpowiedziałem, dołączając również materiały audio, wideo oraz transkrypcję.

Po przesłuchaniu przez sędzinę sprawa została oddalona jako zupełnie niezasługująca na uwzględnienie, co zostało podkreślone w uzasadnieniu. Sam fakt wszczęcia sprawy z tak błahych – żeby nie powiedzieć absurdalnych czy wręcz idiotycznych – powodów spotkał się z bardzo wyraźną reakcją sądu. Pani sędzia nie szczędziła słów krytyki, dając właścicielce do zrozumienia, że wniosek był co najmniej mocno „nietrafiony”.

Mnie również się oberwało – tylko raz, ale wystarczyło. Za co? Ano za to, że przedstawiłem nagranie w sądzie, na którym pokazałem, że córka nie chce wracać do domu i przez to zdarza nam się spóźnić, ponieważ próbuję ją wtedy wyciągnąć z samochodu oraz doprowadzić do klatki. Broniłem się przed zarzutami i to był mój błąd. Później dodała również, że po prostu mamy sobie nie robić na złość. MY mamy nie robić sobie na złość. MY! Rozumiesz? Bo ja do tej pory nie. W tym momencie nawet protokolantka obdarzyła mnie spojrzeniem pełnym współczucia.

Złośliwość drugiej strony polegała na tym, że sprawa została założona wyłącznie po to, by wyciągnąć ode mnie więcej pieniędzy (cytując słowa właścicielki sprzed kilku tygodni: „oddasz wszystko w zębach”). W każdej sprawie właścicielka podkreśla przecież, jak ważne są one dla jej życia, czemu dała wyraz również wtedy, gdy zobaczyła moje dochody z ostatniego półrocza, niestety niższe niż wcześniej. Wykorzystała to w chwili, gdy mogła zabrać głos, pytając, jak to możliwe, że zarabiam mniej niż wykazałem w sprawie alimentacyjnej – za co również została skarcona, ponieważ aktualnie nie była to kolejna sprawa o ustalenie wysokości alimentów.

Moją „złośliwością” natomiast było chyba tylko to, że odważyłem się stawić i bronić. Zostałem wezwany do sądu, odpowiedziałem na wniosek, a do tego jeszcze postanowiłem ustnie odnieść się do zarzutów skierowanych przeciwko mnie.

Tu jest Polska człowieku, dziecko i ojciec głosu nie mają!

A ty, właścicielko… cóż, nie tym razem – będziesz miała jeszcze inne okazje.

Jako podsumowanie i ciekawostkę sądową dla innych ojców dodam, że:

– od złożenia wniosku do pierwszego przesłuchania, a zarazem zakończenia sprawy, minęło 9 miesięcy i 11 dni;

– sprawa mogłaby potoczyć się nieco szybciej, gdyby druga strona po zmianie miejsca zamieszkania złożyła wniosek do sądu właściwego dla obecnego adresu, a nie do tego, którego nazwę i adres akurat pamiętała z poprzednich spraw, oraz nie popełniła błędów formalnych (w tym wysłania do mnie wniosków dowodowych listem poleconym na ostatnią chwilę i to bez zgody sądu… za co została skarcona na wejściu);

– zostałem poinformowany, że mam przywozić córkę na czas, a jeśli córka nie chce iść do matki, to nie ma to żadnego znaczenia – mam wyjeżdżać wcześniej, aby dostarczyć córkę na czas. Według sędziny dziecko to przedmiot bez własnego zdania, a jego uczucia, opinia i dobro nie mają znaczenia. I tutaj największy szczyt cynizmu: sama rozprawa rozpoczęła się z 15-minutowym opóźnieniem – to nawet więcej niż wtedy, gdy mnie zdarza się sporadycznie spóźnić podczas odwożenia córki;

– druga strona nie złożyła wniosku o pisemne uzasadnienie, a więc nie zdecydowała się też na odwołanie, co i tak nie miałoby większego sensu;

– po raz pierwszy byłem w Sądzie Rejonowym Katowice-Zachód i znacznie łatwiej było tam znaleźć salę rozpraw;

– miejsca parkingowe pod samym budynkiem są bardzo trudno dostępne, ale można sobie poradzić w inny sposób.

Jak bardzo zawistnym i karłowatym człowiekiem trzeba być, żeby zakładać ojcu własnego dziecka podobne sprawy, wiedząc, że córka po prostu nie chce wracać, a wręcz nie darzy miejsca zamieszkania właścicielki sympatią – co sama zresztą widzi i za każdym razem nagrywa, kiedy pojawiamy się pod jej mieszkaniem. Zamiast poprawiać relacje, dolewa tylko oliwy do ognia. Tysia ma już prawie 9 lat, coraz więcej widzi i rozumie, a w końcu sama wyciągnie wnioski z tych wszystkich działań, które jej własna matka kierowała przeciwko ojcu.

I co wtedy jej powiesz, właścicielko? Że to było dla jej dobra? A może to już zwyczajnie coś więcej niż upór? Może brak kontaktu z rzeczywistością?