Policja, fotelik i kolejny absurd

Dzisiejszy dzień miał być spokojny, potrzebowałem tego ze względu na problemy ze zdrowiem. Chciałem tylko odwieźć Tysię do jej mamy i wrócić do domu, bo czułem się naprawdę kiepsko.

Ledwo zaparkowałem pod domem Jezabel, a przy moim samochodzie pojawił się patrol policji. Okazało się, że zostali wezwani przez matkę mojej córki, która zgłosiła, że przewożę dziecko na podkładce zamiast w foteliku. Można? Można!

Policjanci podeszli do sprawy rzeczowo: poprosili o dokumenty, spisali licznik, obejrzeli też „podkładkę”. Po krótkiej rozmowie stwierdzili, że nie widzą podstaw do interwencji – nie widzieli mnie jadącego z dzieckiem, więc nie mogą niczego potwierdzić. Zakończyli czynności i poinformowali obie strony o możliwości złożenia zażalenia.

Najgorsze w tym wszystkim było to, że całą sytuację widziała Tysia. Przestraszyła się, że policja zabierze mnie na komisariat. Musiałem ją uspokajać, tłumacząc, że wszystko jest w porządku. Patrząc na jej reakcję, miałem wrażenie, że to dla niej było bardziej stresujące niż dla mnie, a przecież już nie raz była świadkiem podobnych scen.

Nie byłem dziś sam. Towarzyszyła mi moja przyjaciółka, która zgodziła się pomóc, bo źle się czułem i naprawdę potrzebowałem wsparcia. Widziała wszystko na własne oczy. Jezabel, jakby tego było mało, pozwoliła sobie jeszcze na docinki w jej kierunku.

Tak wygląda kolejny dzień z życia, w którym zwykłe, codzienne czynności potrafią zamienić się w niepotrzebny teatr. I choć staram się zachować spokój, to widok przestraszonego dziecka zawsze zostawia ślad.

Na komendzie po raz piąty

Przed końcem roku zostałem po raz kolejny wezwany na komisariat. Tym razem (po raz pierwszy) był to komisariat w mieście, w którym mieszkam. Być może to jakaś nowa strategia, bo w poprzednim miejscu funkcjonariusze kojarzyli już Jezabel i nie udało jej się wyrządzić mi krzywdy. A może po prostu taka jest procedura?

Dzień wcześniej Jezabel zadzwoniła na komendę, aby dowiedzieć się, na jakim etapie znajduje się jej zgłoszenie kradzieży karty SIM (od którego minęło już ponad pół roku). Może w końcu uda się jej jakoś mi zaszkodzić – trzeba próbować.

W ocenie Jezabel koszt karty to ponad 40 złotych, co uznała za wystarczający powód, by zgłosić przywłaszczenie przeze mnie jej karty. W tym celu udała się nawet na komendę w dzielnicy, w której mieszkam. Podczas relacjonowania zajścia nie wspomniała jednak, że to ona jako pierwsza przywłaszczyła moją kartę, a ja – choć przyznaję, że złośliwie – nie oddałem jej karty tylko dlatego, że chciałem odzyskać swoją. Brakującą część relacji przekazałem funkcjonariuszowi, który mnie przesłuchiwał.

Ostatecznie oboje wyrobiliśmy duplikaty naszych kart i sprawa ucichła – aż do dziś. Wniosek trafi teraz do sądu, który zdecyduje, czy zostanę ukarany za wykroczenie, czy może skończy się na pouczeniu.

Krzyk i brak kontaktu

To nie jest mój ulubiony rodzaj wpisów, ale postanowiłem zapisywać wszystko, co jest dla mnie istotne.

Odwiozłem Tysię, jak zwykle, do Jezabel na godzinę 18:00. Nie zdążyłem jeszcze wrócić do domu, gdy zadzwoniła do mnie Tysia. Bardzo mnie to zdziwiło, ponieważ Jezabel zazwyczaj odbierając córkę, od razu zabiera jej mój zegarek. Rozmowa była krótka, przerwał ją nagły krzyk. Tysia zdążyła tylko powiedzieć, że „mama zabrała jej pieniądze”, po czym słychać było jedynie krzyk i połączenie zostało zerwane.

Zaniepokojony, natychmiast zadzwoniłem do Jezabel, by dowiedzieć się, co się stało. Nie odebrała. Nie odpowiedziała również na moje wiadomości SMS. Nagranie rozmowy przesłałem kilku bliskim osobom, wszyscy zgodnie stwierdzili, że trzeba natychmiast pojechać i sprawdzić sytuację, a w razie potrzeby zawiadomić odpowiednie służby.

Razem z bliską mi osobą pojechaliśmy pod blok, by przynajmniej przez domofon usłyszeć Tysię i upewnić się, że wszystko jest w porządku. Gdy zadzwoniłem domofonem, odebrała Jezabel, ale nie powiedziała ani słowa. Później nie podjęła już żadnej próby kontaktu.

Po chwili otrzymałem od niej wiadomość:

Twierdzisz coś, co nie ma miejsca, słyszysz coś, czego nie ma. Weź to lecz *** 😁😁😁

Zadzwoniłem na policję, opisałem całą sytuację i poprosiłem o pomoc w sprawdzeniu, czy z córką wszystko w porządku. Funkcjonariusze przyjechali po około 40 minutach, wysłuchali mnie i udali się na miejsce.

Po powrocie poinformowali mnie, że z córką wszystko jest w porządku – „widzieli ją, jak spała”. Na moje pytanie, czy zapytali matkę, dlaczego nie odpowiadała na moje wiadomości i nie odbierała telefonu, nie udzielili odpowiedzi. Pochwalili jednak moją postawę, stwierdzając, że po tym, co im opowiedziałem, interwencja była jak najbardziej uzasadniona.

W Polsce najgorsza matka zawsze będzie lepsza od najlepszego ojca z samego faktu, że jest matką.