Kolejny rok przed nami

Rozpoczął się nowy rok. Przede mną kolejne sprawy sądowe, kolejne wyzwiska, wizyty na komisariatach i wiele trudnych chwil. Niestety, nie mam na to wpływu.

Jeszcze przed końcem ubiegłego roku wydarzyło się jednak kilka dobrych rzeczy, o których chciałbym tutaj napisać.

Przede wszystkim – po raz pierwszy miałem możliwość spędzenia Sylwestra z córką. Nie mam tego zagwarantowanego w ugodzie, dlatego dotąd nie było to możliwe. Tym razem jednak było inaczej. Więcej na ten temat napiszę wkrótce, bo to część być może większych zmian, które mogą nastąpić jeszcze przed wydaniem wyroku w sprawie rozszerzenia kontaktów. Najważniejsze, że ten dzień był nasz – spędziliśmy go hucznie i w radosnym gronie.

Drugą istotną zmianą jest możliwość codziennych rozmów telefonicznych z Tysią. To efekt postanowienia wydanego przez sędziego na ostatnim posiedzeniu dotyczącym kontaktów. Każdego dnia obie strony mogą kontaktować się z córką, jeśli przebywa ona pod opieką drugiego rodzica. Jezabel wyznaczyła godzinę 18:30. Jak dotąd – z trudem, ale jednak – udaje mi się z nią porozmawiać. Najczęściej zaczynam dzwonić punktualnie, co kilka minut, bo Jezabel nie odbiera. Czasem oddzwania od razu, czasem dopiero po 19:00, raz nie pozwoliła mi porozmawiać w ogóle. Z mojej strony nie robię jej żadnych problemów. Problemy sprawia jej sama Tysia, która często nie chce z nią rozmawiać, mimo że ją do tego zachęcam.

Zbliżają się też ferie zimowe, które mam już podwójnie zagwarantowane postanowieniem sądu. Pierwsze nie wystarczyło – właścicielka nie zrozumiała treści ugody, a ja poza kilkoma dodatkowymi pismami, wizytą policji i nawet skargą na policjanta… musiałem ponownie udać się do sądu. Widzisz tu jakąś złośliwość? Jezabel twierdzi, że złośliwości nie ma. W efekcie nowego postanowienia spędzę z córką niemal osiem dni. Chciałbym, aby Tysia wreszcie rozpoczęła naukę jazdy na nartach – obecnie szukam odpowiedniego miejsca na wyjazd.

Otrzymałem też informację o terminie badania w OZSS. Będzie to moje drugie badanie w tym ośrodku. Ku mojemu zaskoczeniu, wyznaczono je na pierwszą połowę lutego – zaledwie dwa miesiące po wydaniu postanowienia! To absolutny rekord – spodziewałem się, że znów będziemy czekać około roku. Jezabel ma więc mniej czasu na manipulowanie naszą córką.

Ostatnia dobra wiadomość to promocja mojej strony, która została udostępniona w kilku facebookowych grupach dla alienowanych ojców. Dziękuję wszystkim, którzy się do tego przyczynili ❤️ Niezwykle budujące jest to, że tak wiele osób dowiedziało się o naszej historii, a ja otrzymałem prywatnie słowa wsparcia.

W tym roku potrzebuję dużo siły, by stawić czoła kolejnym rozprawom i pogodzić się z wyrokami, które być może nie będą dla mnie korzystne. Planuję też pewne zmiany w życiu osobistym, których realizacja będzie wymagała ode mnie dużego samozaparcia. Nie piszę, że dam radę – bo nie wiem, co się wydarzy – ale po tylu latach bezsensownej walki jestem wdzięczny za to, dokąd udało mi się dojść.

Ojcowie – nie poddawajcie się!

Alienacja rodzicielska

Jeszcze pod koniec starego roku usłyszałem od mojej ukochanej córki o kilku nowych zasadach, które wprowadziła jej mama. Najważniejsza z nich brzmi: „Nie mówimy tacie, co dzieje się w domu mamy”. To reguła dość praktyczna – w domu czasami dzieją się trudne rzeczy, które mogłyby zaszkodzić mamie w sądzie. Szczegóły jednak przemilczę, ponieważ Jezabel – choć rzadko – to jednak zagląda tutaj od czasu do czasu.

Na komendzie po raz piąty

Przed końcem roku zostałem po raz kolejny wezwany na komisariat. Tym razem (po raz pierwszy) był to komisariat w mieście, w którym mieszkam. Być może to jakaś nowa strategia, bo w poprzednim miejscu funkcjonariusze kojarzyli już Jezabel i nie udało jej się wyrządzić mi krzywdy. A może po prostu taka jest procedura?

Dzień wcześniej Jezabel zadzwoniła na komendę, aby dowiedzieć się, na jakim etapie znajduje się jej zgłoszenie kradzieży karty SIM (od którego minęło już ponad pół roku). Może w końcu uda się jej jakoś mi zaszkodzić – trzeba próbować.

W ocenie Jezabel koszt karty to ponad 40 złotych, co uznała za wystarczający powód, by zgłosić przywłaszczenie przeze mnie jej karty. W tym celu udała się nawet na komendę w dzielnicy, w której mieszkam. Podczas relacjonowania zajścia nie wspomniała jednak, że to ona jako pierwsza przywłaszczyła moją kartę, a ja – choć przyznaję, że złośliwie – nie oddałem jej karty tylko dlatego, że chciałem odzyskać swoją. Brakującą część relacji przekazałem funkcjonariuszowi, który mnie przesłuchiwał.

Ostatecznie oboje wyrobiliśmy duplikaty naszych kart i sprawa ucichła – aż do dziś. Wniosek trafi teraz do sądu, który zdecyduje, czy zostanę ukarany za wykroczenie, czy może skończy się na pouczeniu.