SerceTaty.pl

Prawdziwe męstwo leży nie w tym, co świat nazywa sukcesem, ale w byciu zawziętym kiedy wszystko w człowieku mówi "dość"

Kategoria: codzienność

Dzień Chłopaka

Od córki ❤️

Pamiętała ☺️

Dla wszystkich fajnych chłopaków, przede wszystkim tych, którzy muszą walczyć o to, by być obecni w życiu swoich dzieci.

Po wyroku sądu dotyczącym zagrożenia nakazem zapłaty

W dniu dzisiejszym w Sądzie Rejonowym Katowice-Zachód odbyło się posiedzenie, którego celem było ustalenie, czy ja – jako ojciec – powinienem być każdorazowo karany kwotą 1 100 zł za spóźnienia przy odwożeniu córki do jej matki. O samym wniosku i jego szczegółach pisałem już w osobnym wpisie. Cieszę się, że posiedzenie odbyło się dopiero po moim powrocie z wakacji (o którym napiszę wkrótce), kiedy musiałem już oddać moją ukochaną córkę jej właścicielce, a ta – w swoim wakacyjnym czasie z córką – musiała jeszcze dojechać do sądu.

Samo przesłuchanie i pobyt w sądzie trwały około godziny. Oboje stawiliśmy się bez pełnomocników. Ja zresztą, gdy tylko otrzymałem pismo z sądu, od razu na nie odpowiedziałem, dołączając również materiały audio, wideo oraz transkrypcję.

Po przesłuchaniu przez sędzinę sprawa została oddalona jako zupełnie niezasługująca na uwzględnienie, co zostało podkreślone w uzasadnieniu. Sam fakt wszczęcia sprawy z tak błahych – żeby nie powiedzieć absurdalnych czy wręcz idiotycznych – powodów spotkał się z bardzo wyraźną reakcją sądu. Pani sędzia nie szczędziła słów krytyki, dając właścicielce do zrozumienia, że wniosek był co najmniej mocno „nietrafiony”.

Mnie również się oberwało – tylko raz, ale wystarczyło. Za co? Ano za to, że przedstawiłem nagranie w sądzie, na którym pokazałem, że córka nie chce wracać do domu i przez to zdarza nam się spóźnić, ponieważ próbuję ją wtedy wyciągnąć z samochodu oraz doprowadzić do klatki. Broniłem się przed zarzutami i to był mój błąd. Później dodała również, że po prostu mamy sobie nie robić na złość. MY mamy nie robić sobie na złość. MY! Rozumiesz? Bo ja do tej pory nie. W tym momencie nawet protokolantka obdarzyła mnie spojrzeniem pełnym współczucia.

Złośliwość drugiej strony polegała na tym, że sprawa została założona wyłącznie po to, by wyciągnąć ode mnie więcej pieniędzy (cytując słowa właścicielki sprzed kilku tygodni: „oddasz wszystko w zębach”). W każdej sprawie właścicielka podkreśla przecież, jak ważne są one dla jej życia, czemu dała wyraz również wtedy, gdy zobaczyła moje dochody z ostatniego półrocza, niestety niższe niż wcześniej. Wykorzystała to w chwili, gdy mogła zabrać głos, pytając, jak to możliwe, że zarabiam mniej niż wykazałem w sprawie alimentacyjnej – za co również została skarcona, ponieważ aktualnie nie była to kolejna sprawa o ustalenie wysokości alimentów.

Moją „złośliwością” natomiast było chyba tylko to, że odważyłem się stawić i bronić. Zostałem wezwany do sądu, odpowiedziałem na wniosek, a do tego jeszcze postanowiłem ustnie odnieść się do zarzutów skierowanych przeciwko mnie.

Tu jest Polska człowieku, dziecko i ojciec głosu nie mają!

A ty, właścicielko… cóż, nie tym razem – będziesz miała jeszcze inne okazje.

Jako podsumowanie i ciekawostkę sądową dla innych ojców dodam, że:

– od złożenia wniosku do pierwszego przesłuchania, a zarazem zakończenia sprawy, minęło 9 miesięcy i 11 dni;

– sprawa mogłaby potoczyć się nieco szybciej, gdyby druga strona po zmianie miejsca zamieszkania złożyła wniosek do sądu właściwego dla obecnego adresu, a nie do tego, którego nazwę i adres akurat pamiętała z poprzednich spraw, oraz nie popełniła błędów formalnych (w tym wysłania do mnie wniosków dowodowych listem poleconym na ostatnią chwilę i to bez zgody sądu… za co została skarcona na wejściu);

– zostałem poinformowany, że mam przywozić córkę na czas, a jeśli córka nie chce iść do matki, to nie ma to żadnego znaczenia – mam wyjeżdżać wcześniej, aby dostarczyć córkę na czas. Według sędziny dziecko to przedmiot bez własnego zdania, a jego uczucia, opinia i dobro nie mają znaczenia. I tutaj największy szczyt cynizmu: sama rozprawa rozpoczęła się z 15-minutowym opóźnieniem – to nawet więcej niż wtedy, gdy mnie zdarza się sporadycznie spóźnić podczas odwożenia córki;

– druga strona nie złożyła wniosku o pisemne uzasadnienie, a więc nie zdecydowała się też na odwołanie, co i tak nie miałoby większego sensu;

– po raz pierwszy byłem w Sądzie Rejonowym Katowice-Zachód i znacznie łatwiej było tam znaleźć salę rozpraw;

– miejsca parkingowe pod samym budynkiem są bardzo trudno dostępne, ale można sobie poradzić w inny sposób.

Jak bardzo zawistnym i karłowatym człowiekiem trzeba być, żeby zakładać ojcu własnego dziecka podobne sprawy, wiedząc, że córka po prostu nie chce wracać, a wręcz nie darzy miejsca zamieszkania właścicielki sympatią – co sama zresztą widzi i za każdym razem nagrywa, kiedy pojawiamy się pod jej mieszkaniem. Zamiast poprawiać relacje, dolewa tylko oliwy do ognia. Tysia ma już prawie 9 lat, coraz więcej widzi i rozumie, a w końcu sama wyciągnie wnioski z tych wszystkich działań, które jej własna matka kierowała przeciwko ojcu.

I co wtedy jej powiesz, właścicielko? Że to było dla jej dobra? A może to już zwyczajnie coś więcej niż upór? Może brak kontaktu z rzeczywistością?

Zagrożenie nakazem zapłaty

Otrzymałem dzisiaj wniosek o zagrożenie nakazem zapłaty ze strony Jezabel.

Ponad rok temu opisywałem sytuację dotyczącą ferii, które – pomimo gwarancji sądowej – nie doszły do skutku. Otóż okazuje się, że według Jezabel moje przybycie po odbiór córki w wyznaczonym terminie stanowiło złamanie postanowień ugody.

Dokładne roszczenie brzmi:

Dnia 22.02.2025r. podczas ferii zimowych, uczestnik pojawił się w miejscu zamieszkania wnioskodawczyni i małoletniej i żądał wydania mu córki twierdząc, że tak brzmi zapis w ugodzie sądowej. Zgodnie z jej treścią wnioskodawczyni miała pełnić opiekę nad małoletnią do dnia 01.03.2025 r. do godz. 10.00. Uczestnik swym natarczywym zachowaniem wobec wnioskodawczyni spowodował wezwanie przez nią Policji. Patrol, po zapoznaniu się z treścią ugody potwierdził prawidłowe wykonanie jej postanowień przez wnioskodawczynię i nakazał uczestnikowi zaprzestanie zakłócania spokoju wni0skodawczyni i udania się do swojego miejsca zamieszkania, co też uczestnik zrobił.

Dalej robi się jeszcze ciekawiej, gdyż:

Dnia 5.03.2025r. po zrealizowanym kontakcie z małoletnią, uczestnik przywiózł ją pod dom i nakazał wnioskodawczyni zejście po córkę tłumacząc się niemożnością przyprowadzenia małoletniej do mieszkania z powodu, cytat: „muszę zaraz jechać”. Tymczasem od godz. 17.55 do 18.34, siedząc z małoletnią w samochodzie wysyłał do wnioskodawczyni SMS z groźbami, że jeśli ta nie spełni jego żądania, zabierze córkę z powrotem do domu. Wnioskodawczyni pomimo utrudnień zdrowotnych udała się córkę do samochodu uczestnika. Małoletnia była już rozdrażniona i niespokojna z powodu zachowania uczestnika.

Później czytam, że:

Dnia 30.10.2025r. wnioskodawczyni umówiła małoletnią na wizytę lekarską o godz. 16.00. Małoletnia ma zdiagnozowaną skoliozę idiopatyczną i wymaga opieki lekarza rehabilitanta, stałych zajęć rehabilitacyjnych oraz udziału w turnusach rehabilitacyjnych. Lekarz specjalista przyjmuje pacjentów tylko w czwartki, a te po południu małoletnia spędza z uczestnikiem. Wnioskodawczyni do tej pory starała się realizować swoje obowiązki wobec małoletniej w czasie, który ta nie spędzała z uczestnikiem, jednak w tym wypadku nie miała innej możliwości. Uczestnik po poinformowaniu go przez wnioskodawczynię o konieczności odbycia takiej wizyty stwierdził, że z powodu tego, że wizyta odbędzie się w „jego czasie” z córką, odwiezie ją do domu później, niż jest to zapisane w ugodzie. Wnioskodawczyni nie wyraziła na to zgody. Wizyta lekarska trwała 17 minut, po niej uczestnik wraz z małoletnią mógł dokończyć realizowanie kontaktu, po czym miał przywiźć córkę do domu o godz. 18.00, natomiast przywiózł ją dopiero o godz. 19.00. Ponadto nie dopilnował, aby mimo tak późnego powrotu do domu córka zjadła wcześniej kolację.

A na końcu:

Poza tym od samego początku ustalenia kontaktów uczestnika z małoletnią ten nie przywozi córki do domu na czas. Każdorazowe spóźnienia od 10-15 minut w skali całego miesiąca dają 2-2,5 godziny czasu, podczas których to wnioskodawczyni powinna móc realizować opiekę nad małoletnią.

I teraz przechodzimy do meritum, bo jeśli nie wiadomo o co chodzi to zawsze chodzi o to samo:

Żądanie wysokości sumy pieniężnej w wysokości 1 100 zł za każde naruszenie wynika z faktu, że uczestnik jest samozatrudniony w międzynarodowej firmie uzyskując z tego tytułu dochód w wysokości 18 000 zł netto (…)

Skąd 18 000 zł netto i zagraniczna firma? Nie wiem – za każdym razem, gdy przychodzę do sądu, muszę to prostować. Ot, przecież za kłamstwa nie ma żadnej odpowiedzialności – mogło jej się w końcu wydawać.

Żadne z powyższych nie kwalifikuje się do objęcia nakazem zapłaty i pokazuje tylko prawdziwe intencje Jezabel, która traktuje naszą córkę jak lukratywne źródło dochodu pasywnego (otrzymuje już 1,600 zł alimentów, 800+ oraz wszystkie ulgi przy rozliczeniach).

Wkrótce spotkanie w sądzie – tym razem w nowym mieście zamieszkania właścicielki.