Policja, fotelik i kolejny absurd

Dzisiejszy dzień miał być spokojny, potrzebowałem tego ze względu na problemy ze zdrowiem. Chciałem tylko odwieźć Tysię do jej mamy i wrócić do domu, bo czułem się naprawdę kiepsko.

Ledwo zaparkowałem pod domem Jezabel, a przy moim samochodzie pojawił się patrol policji. Okazało się, że zostali wezwani przez matkę mojej córki, która zgłosiła, że przewożę dziecko na podkładce zamiast w foteliku. Można? Można!

Policjanci podeszli do sprawy rzeczowo: poprosili o dokumenty, spisali licznik, obejrzeli też „podkładkę”. Po krótkiej rozmowie stwierdzili, że nie widzą podstaw do interwencji – nie widzieli mnie jadącego z dzieckiem, więc nie mogą niczego potwierdzić. Zakończyli czynności i poinformowali obie strony o możliwości złożenia zażalenia.

Najgorsze w tym wszystkim było to, że całą sytuację widziała Tysia. Przestraszyła się, że policja zabierze mnie na komisariat. Musiałem ją uspokajać, tłumacząc, że wszystko jest w porządku. Patrząc na jej reakcję, miałem wrażenie, że to dla niej było bardziej stresujące niż dla mnie, a przecież już nie raz była świadkiem podobnych scen.

Nie byłem dziś sam. Towarzyszyła mi moja przyjaciółka, która zgodziła się pomóc, bo źle się czułem i naprawdę potrzebowałem wsparcia. Widziała wszystko na własne oczy. Jezabel, jakby tego było mało, pozwoliła sobie jeszcze na docinki w jej kierunku.

Tak wygląda kolejny dzień z życia, w którym zwykłe, codzienne czynności potrafią zamienić się w niepotrzebny teatr. I choć staram się zachować spokój, to widok przestraszonego dziecka zawsze zostawia ślad.

Pierwsze ferie

22 lutego o godz. 10:00 rozpoczęły się nasze pierwsze, długo wyczekiwane, w pełni normalne ferie. Ferie, o które musiałem aż dwukrotnie walczyć w sądzie. Kosztowały mnie mnóstwo nerwów i pieniędzy.

Tym razem jakakolwiek złośliwość ze strony Jezabel byłaby źle widziana w sądzie ze względu na toczącą się sprawę o rozszerzenie kontaktów, dlatego nie robiła problemów. Dla przypomnienia dodam tylko, że rok temu nie pozwoliła nam wyjechać z córką, twierdząc, że ugoda, którą podpisaliśmy, dawała mi jedynie dwa dni ferii – co było zwykłym kłamstwem i przejawem złośliwości. Potrafiła nawet okłamać własną matkę, mówiąc jej, że nie pozwoliła Tysi spotkać się ze mną, ponieważ rzekomo była chora.

W końcu jednak się udało i wyjechaliśmy na ferie do Zakopanego. W planach mieliśmy również wycieczkę na Słowację, jednak Jezabel – mimo moich próśb – nie oddała Tysi dowodu osobistego. W Zakopanem spędziliśmy świetny czas, zwiedzając lokalne atrakcje. Nie udało się rozpocząć nauki jazdy na nartach ani wjechać na Kasprowy, ale przyjdzie na to właściwy moment. Najważniejsze było to, że byliśmy razem – ten czas należał do nas.

Na miejscu spędziliśmy 6 z 8 dni, które mieliśmy zapisane w zabezpieczeniu sądowym. Gdyby Jezabel nie złamała warunków ugody, przysługiwałoby nam aż 9 dni. Najważniejsze jednak, że tym razem wszystko doszło do skutku.

Po powrocie córka przygotowała dla mnie niespodziankę na śniadanie 😊

Drugie badanie w OZSS

Dziś o godz. 8:30 rozpoczęło się nasze drugie badanie w OZSS. Poprzednie miało miejsce 14 grudnia 2023 roku, czyli ponad dwa lata temu. Tym razem na termin czekaliśmy około dwóch miesięcy.

Nie chcę rozwodzić się nad samą ideą takich badań – kto nie miał z nimi do czynienia, ten naprawdę niewiele traci. Całość przypomina raczej wróżenie z fusów. Nie da się w ciągu kilku godzin ocenić, kto jest lepszym rodzicem ani kto ma lepsze predyspozycje. Mimo to wniosek do sądu o rozszerzenie kontaktów wymagał przeprowadzenia takiego badania. Sąd nie ma możliwości samodzielnie ocenić relacji między dzieckiem a rodzicami, dlatego posługuje się opiniami biegłych. W ten sposób trudniej później również podważyć wyrok.

Tym razem Jezabel nie próbowała wymusić kolejności badania. Za pierwszym razem to ja miałem być badany jako pierwszy, jednak ona doprowadziła do zmiany kolejności, co było sprzeczne z wewnętrznymi zasadami.

Samo badanie przebiegło spokojnie i znacznie sprawniej niż poprzednio. Każde z nas musiało rozwiązać pięć testów: EAS‑C, EAS‑D, TKR, CUIDA oraz SUI. Następnie odbyła się rozmowa kierowana, a w międzyczasie badanie córki i obserwacja naszych wspólnych interakcji.

Wyszliśmy z Tysią po około pięciu godzinach, co było sporą ulgą, za pierwszym razem spędziłem w budynku ponad dziesięć godzin. Jezabel została dłużej. Wyniki mają być gotowe w ciągu trzech tygodni.
Biegłe opierały się zarówno na wynikach poprzedniego badania, jak i na tym, co zmieniło się u nas od tamtego czasu.

Pozostaje czekać.