Nie uwierzysz, ja sam w to nie wierzę.
Po raz pierwszy spotykamy się na imprezie w AKS, organizowanej przez jej klasę ze szkoły średniej. Do tej samej klasy uczęszcza moja kuzynka, która wówczas była w związku z moim kolegą. To właśnie oni zaprosili mnie na to wydarzenie. Na miejscu zamieniliśmy z Jezabel zaledwie kilka zdań – tak zaczęła się nasza znajomość. 20 lat później będę tego bardzo żałował.
To symboliczny początek naszej wspólnej drogi – dzień, który co roku będziemy świętować jako naszą rocznicę.
Na świat przychodzi nasza jedyna i ukochana córka. Wraz z jej narodzinami zaczynają się jednak poważne problemy. Stan psychiczny Jezabel ulega pogorszeniu – zmaga się z depresją poporodową. W późniejszym czasie, po kilku sesjach psychoterapeutycznych, zaczyna twierdzić, że jestem „narcyzem” i stosuję wobec niej przemoc psychiczną oraz ekonomiczną. Mimo ogromnej radości z narodzin Tysi, rozpoczyna się dla mnie jeden z najtrudniejszych okresów w życiu.
Około dwóch lat po narodzinach Tysi przeprowadziłem się do drugiego pokoju. Spędziłem tam kolejne dwa lata, zanim na zawsze opuściłem nasze wspólne mieszkanie. Sytuacja w domu była niezwykle trudna. Z jednej strony spoczywały na mnie obowiązki związane z opieką nad Tysią, jej stanem zdrowia oraz moją pracą zawodową. Z drugiej – relacje z Jezabel stawały się coraz bardziej napięte i nie do zniesienia. Obwiniała mnie o wszystko, co złe, zarzucając, że „za mało jej pomagam”. Jezabel nie pracowała, nie otrzymywała żadnych świadczeń, a cały ciężar utrzymania rodziny spoczywał wyłącznie na mnie. Pracowałem zdalnie przez dziewięć godzin dziennie, a po zakończeniu pracy starałem się jak najlepiej opiekować naszą córką. Mimo to, moje zaangażowanie wciąż było dla Jezabel niewystarczające.
Okazuję się, że jestem przemocowcem, ponieważ w moim domu zawitali funkcjonariusze policji. Powodem jest to, że nie pozwoliłem na wyrzucenie swojego roweru z mieszkania. Na miejsce przyjeżdża również mój tata, którego poprosiłem o pomoc. Funkcjonariusze nie podejmują żadnej akcji. Dyskretnie jeden z nich informuje mnie, że Jezabel może chcieć wyrobić sobie papiery do rozwodu.
Popełniam błąd i wyprowadzam się z własnego mieszkania. Później nie będę mógł do niego wrócić, gdyż Jezabel wymieni zamki i wyrzuci moje rzeczy. Nie miałem jednak innego wyjścia, atmosfera była nie do zniesienia.
Zostałem brutalnie pobity. W wyniku obrażeń mam złamane dwie kości lewej dłoni i czeka mnie operacja. Przez dwa tygodnie będę przebywał w szpitalu, a następnie przez kolejne dwa miesiące moja ręka pozostanie unieruchomiona. Mimo to codziennie odbieram Tysię z przedszkola, odwożę ją i opiekuję się nią tak, jak dotąd. Równocześnie prowadzę remont jej pokoju. To bardzo trudny czas, przechodzę prawdziwy test wytrzymałości psychicznej i fizycznej.
Jezabel przewraca mój motocykl, który jest parkowany na parkingu podziemnym. Dzieje się to po tym jak nie zgodziłem się, aby zaczęła wjeżdżać na parking, gdzie trzymam swój motocykl i samochód. Uszkodzona jest manetka, crashpad oraz lusterko.
Jezabel rozpoczyna wojnę i stawia sprawę jasno: albo jest tak jak ona chce albo nie mam nic.
Jezabel twierdzi, że miesięczny koszt utrzymania 6-letniej dziewczynki to 2,000 zł. Wnosi o zabezpieczenie w kwocie 1,500 zł miesięcznie do czasu zakończenia procesu.
Zaledwie dzień po moich urodzinach Jezabel uszkadza mi samochód, a także o mały włos nie robi ze mnie kaleki. Odjeżdża z piskiem opon, nie reaguje na wezwania policji odsyłając ich do swojego pełnomocnika. Ostatecznie sprawa trafia do sądu i pół roku później zostaje skazana prawomocnym wyrokiem sądu. Z tytułu wykroczenia sąd wymierza jej karę grzywny w wysokości 200, 00 zł oraz ok. 100,00 zł opłat sądowych.
Jezabel wzywa policję do mnie do domu. Powodem jest to, że nie oddałem jej Tysi po tym, gdy zmieniła ustalenia. W domu mam pełno kuzynów Tysi, jest mała impreza, jest nawet siostra Jezabel i bratowa. Policja odjeżdża, nie podejmują interwencji, nie ma podstaw.
Jezabel ponownie wzywa policję do mnie do domu. Powodem jest niewydanie Tysi na wniosek Jezabel, które nagle zmienia warunki jej pobytu u mnie. Jezabel dostaje upomnienie od funkcjonariusza. Brak interwencji.
Kolejny raz wezwanie policji do mnie do domu. Jezabel zabrała mój czas z Tysią w majówkę, w dodatku po raz kolejny dyktuje nowe warunki dotyczące odwożenia córki. Nie zgadzam się. Funkcjonariusze ponownie pukają do moich drzwi, kolejna notatka, brak interwencji. Następnego dnia zgodnie z dotychczasowym planem odwożę Tysię do Jezabel.
Mój tata dostaje wezwanie na komendę, gdzie jest przesłuchiwany w charakterze świadka. Sprawa dotyczy nękania Jezabel przez moją osobę. Ja sam jestem przesłuchiwany kilka dni później. Sprawa nie zostaje podjęta, a zgłoszenie Jezabel odrzucone.
Mój własny pełnomocnik, poza salą sądową, wywiera na mnie presję, grożąc, że jeśli nie podpiszę ugody, wypowie mi pełnomocnictwo. Przerażony i z łzami w oczach, podpisuję dokument. Od tego momentu Tysia nocuje u mnie zaledwie cztery razy w miesiącu, choć spędzam z nią od 15 do 17 dni – do godziny 18:00. Jezabel otrzymuje to, na czym jej zależało – pełnię władzy rodzicielskiej. Moje prawa zostają teoretycznie ograniczone, praktycznie wciąż mogę współdecydować o wszystkim – nie jest to jednak w żaden sposób respektowane przez Jezabel.
Zostałem ponownie przesłuchany w charakterze świadka. Tym razem sprawa dotyczy mojej piwnicy, do której wszedłem po dwóch latach bezskutecznych próśb kierowanych do Jezabel o zwrot kluczy i wydanie moich rzeczy. Po zdemontowaniu zamka wszedłem do środka, zabrałem swoje rzeczy, a następnie ponownie zamontowałem zamek. Jezabel zgłosiła rzekome uszkodzenie zamka. Sprawa została jednak uznana za bezpodstawną i oddalona.
Niedługo po zawarciu ugody dotyczącej opieki zapadł również wyrok w sprawie alimentów. Spośród ponad 2000 zł, o które wnioskowała Jezabel, sąd zasądził kwotę 600 zł, zaznaczając przy tym, że obowiązek alimentacyjny de facto nie zachodzi, jednak „z uwagi na zasady” przyznano matce świadczenie. Po scenie płaczu odegranej przez Jezabel, ostatecznie sąd ustala wysokość alimentów na 700 zł miesięcznie. Kilka dni później obie strony składają wniosek o uzasadnienie wyroku, a następnie apelację.
Przyjechałem odebrać chorą córkę od Jezabel. Na miejscu okazało się, że zapomniałem syropu, który miałem wcześniej kupić. Poprosiłem Jezabel, aby przekazała mi ten, który miała już przygotowany dla Tysi, jednak odmówiła. Chciałem wyjść z córką z klatki schodowej i pojechać po lek, ale i na to nie wyraziła zgody. Nie chciała nas wypuścić, zaczęła krzyczeć, przepychać mnie, a nawet uderzyła. Próba rozmowy nie przyniosła rezultatu. Zdesperowany, tym razem to ja wezwałem funkcjonariuszy z prośbą o pomoc. Przyjechali, lecz nie byli w stanie nic zdziałać. Ostatecznie musiałem zostawić córkę i samodzielnie pojechać po syrop.
Zgodnie z zawartą ugodą, dziś miałem odebrać Tysię, aby wspólnie wyjechać na nasze pierwsze prawdziwe ferie zimowe. Jezabel odmówiła jednak wydania córki, twierdząc, że ugoda, którą podpisaliśmy, przewiduje jedynie dwa dni ferii. To nieprawda. Wezwałem więc policję z prośbą o pomoc w odebraniu dziecka. Funkcjonariusze przybyli na miejsce, jednak nie byli w stanie mi pomóc. Wróciłem do domu bez córki, tracąc zarówno urlop, jak i możliwość spędzenia z nią ferii.
Dotychczasowa ugoda, zawarta w lipcu ubiegłego roku, nie jest w pełni respektowana przez Jezabel. Ponadto, podczas jej podpisywania doszło do wielu nieporozumień, w wyniku których część kwestii pozostała niedoprecyzowana. Tysia bardzo źle znosi obecne warunki ugody, a ja sam głęboko żałuję zaistniałej sytuacji. W związku z tym składam wniosek o rozszerzenie kontaktów. Jest to jednocześnie moja pierwsza sprawa sądowa przeciwko Jezabel.
Po raz czwarty zostałem wezwany na komisariat w charakterze świadka. Tym razem sprawa dotyczyła zegarka należącego do Jezabel, który rzekomo miałem sobie przywłaszczyć. Jezabel zgłosiła, że zabrałem zegarek Tysi i go nie oddałem. Do takiej sytuacji jednak nigdy nie doszło. Po moim przesłuchaniu sprawa została umorzona.
Jezabel opuściła mieszkanie po czterech latach od mojej wyprowadzki. Zabrała z niego wszystko, włącznie z przedmiotami, które wciąż należały do mnie. Informacja o wyprowadzce pojawiła się nagle i była utrzymywana w tajemnicy, choć ja sam dowiedziałem się o niej już kilka tygodni wcześniej. W tej samej wiadomości Jezabel poinformowała mnie, że należy się jej spłata i oczekuje ode mnie pieniędzy. Tysia wkrótce rozpocznie naukę w nowej szkole – po raz kolejny zostałem całkowicie pominięty w procesie decyzyjnym. Nie znam nawet dokładnego adresu placówki.
Otrzymałem przedsądowe wezwanie do zapłaty. Jezabel żąda ode mnie ponad 21 000 zł. Twierdzi, że przekazywała mi pieniądze w czasie, gdy byliśmy razem, a także że jej rodzice mieli przekazać mi środki na zakup mieszkania. W odpowiedzi, w formie pisemnej, poprosiłem ją o wskazanie konkretnych dat i kwot, które rzekomo otrzymałem. Nie otrzymałem jednak żadnej odpowiedzi, ponieważ Jezabel nie odbiera listu poleconego ode mnie.
Spotykamy się po raz pierwszy w Sądzie okręgowym. Jezabel ma nowego pełnomocnika – panią doktor, która ma jej utorować drogę do sukcesu. Ja do ostatniej chwili nie jestem pewny czy mój pełnomocnik przybędzie. Pojawia się niczym anioł. Ze względów formalnych rozprawa musi być przeniesiona na styczeń następnego roku, nie zapada żadne postanowienie. Jezabel jest dalej bez zabezpieczenia, o które wnioskowała.
Spotykamy się po raz pierwszy na oświadczeniu stron w sprawie rozszerzenia moich kontaktów. Sędzia odrzuca zabezpieczenie, o które wnosiłem, ale podtrzymuje, że należy mi się połowa ferii oraz kontakt telefoniczny z Tysią kiedy przebywa pod opieką Jezabel. Sprawa ma trafić do badania przez OZSS, dodatkowo oboje deklarujemy chęć przystąpienia do mediacji.
Po raz piąty jestem na komendzie. Tym razem sprawa dotyczy przywłaszczenia przeze mnie karty SIM należącej do Jezabel. Zrobiłem to po tym, jak wyjęła i nie oddała mojej karty z zegarka Tysi. Bezradny nie wiedziałem, jak odzyskać swoją kartę dlatego postąpiłem tak samo jak ona. Ostatecznie oboje wyrobiliśmy duplikaty kart. Nie kłamałem – opowiedziałem, jak wyglądała cała sytuacja. Tym razem wniosek trafił do sądu. Czekam na wyrok.