Książki Marcela

Marcela Skrzypczaka poznałem przypadkiem, poszukując kontaktu z innymi ojcami w podobnej sytuacji do mojej. Prowadzi on swojego bloga, na którym opisuje trudną sytuację walki o normalność dla siebie i swojej córki. Sytuacja Marcela jest jednak bardziej skomplikowana, gdyż poza betonem sądowym walczy on również z chorobą, która zaatakowała jego ciało.

Niedawno premierę miały dwie książki Marcela, o których chciałem wspomnieć, gdyż ich zakup to realna pomoc dla autora oraz możliwość poznania jego osoby. Poniżej znajdują się informacje od autora. Czytaj dalej „Książki Marcela”

Komunia Michała

Zbliżała się komunia Michała – kuzyna Tysi od strony Jezabel. Oboje dostaliśmy zaproszenie od Izy, mamy chłopca, aby pojawić się na imprezie. Rozmawiałem z Izą na ten temat kilka razy, pytając, czy nasza obecność nie popsuje całego wydarzenia – w końcu to rodzina Jezabel. Jednak za każdym razem otrzymywałem zapewnienie, że to jej decyzja i ma prawo zaprosić kogo chce, tym bardziej że Jezabel postarała się o to, aby zniszczyć relacje z własną rodziną, przez co nie otrzymała zaproszenia. Szkopuł w tym, że impreza miała się odbyć w niedzielę, kiedy córka była razem z właścicielką. Napisałem do Jezabel z pytaniem, czy zgodzi się, aby Tysia mogła w tym dniu być obecna na uroczystości Michała.

CHYBA ZE MNIE KPISZ

Otrzymałem w odpowiedzi. Cóż, przywykłem już do poziomu, na jakim komunikuje się ze mną. Miesiąc później grzecznie ponowiłem próbę, z pytaniem czy Tysia mogłaby w tym dniu być obecna na uroczystości, gdyż w przeciwnym wypadku wybiorę się na nią sam.

Z tego co wiem, to zaproszenie jest nieaktualne, wiec nie pisz do mnie wiecej w tej sprawie.

Tego samego dnia zadzwonił do mnie ojciec Michała, z którym nigdy nic mnie nie łączyło. On nigdy nie wchodził mi w drogę, a ja jemu. Nigdy też nie udało nam się zbudować żadnej relacji. Zdziwiłem się bardzo, bo nigdy do mnie nie dzwonił, nawet nie mieliśmy do siebie numerów telefonów, a jednak jemu na czymś bardzo zależało. Okazało się, że zdobył mój numer, aby wyprosić mnie z imprezy swojego syna, argumentując to konfliktem rodzinnym. Podczas rozmowy wyczułem, że został do tego przymuszony. Nie dałem mu konkretnej odpowiedzi, czy będę, czy nie, bo i on sam na moje pytanie, „czy mnie wyprasza?”, nie był w stanie odpowiedzieć, tłumacząc się jedynie tym, że będzie tam „jego rodzina”.

Na wszelki wypadek porozmawiałem o całej sytuacji z Izą, która poinformowała mnie, że z jej strony nic się nie zmieniło. Podjąłem jednak decyzję, że skoro córki ze mną i tak nie będzie, a ja przygotowałem się już na uroczystość, zjawię się tylko w kościele, a z imprezy domowej zrezygnuję.

W dniu komunii pojawiłem się pod kościołem. Zacząłem zbliżać się do drzwi budynku, gdy nagle z jego wnętrza wyszła matka Jezabel. Cóż to było za spotkanie! Wiedziałem, że nie jest mi przychylna po tym, co Jezabel jej nagadała na mój temat, a jej reakcja tylko upewniła mnie w przypuszczeniach dotyczących osoby, która naciskała ojca Michała, aby mnie wyprosił.

– Dzień dobry – powiedziałem.
– A co ty tutaj robisz? – syknęła.

Odpowiedziałem, że przyjechałem na komunię Michała.

– Ale dlaczego, przecież nie zostałeś zaproszony!
– Ależ oczywiście, że zostałem zaproszony.
– Nie jesteś rodziną, idź stąd…

Matka Jezabel nie chciała ze mną rozmawiać. Kilka razy powtórzyła, że nie jestem rodziną, że Iza jest… skoro mnie zaprosiła, i że mam sobie iść, zwłaszcza po tym, co zrobiłem jej córce…

Nie była jednak w stanie odpowiedzieć, co takiego zrobiłem, a potem już tylko zaczęła uciekać.

Oczekiwałeś więcej? – pomyślałem w duchu, a potem wszedłem spokojnie do budynku.

Po uroczystości spotkałem się z całą rodziną przy wyjściu, przywitaliśmy się, uściskaliśmy, prezent został przekazany, a ja zebrałem się do domu. Matki ani ojca Jezabel już nie zobaczyłem – nie pokazali się ani w kościele, ani przy wyjściu. Był też ojciec Michała, który udał, że mnie nie widzi.

Rodzice Jezabel mieli w ogóle nie pokazać się również na obiedzie, ale gdy doniesiono im, że mnie tam nie ma, jednak przyjechali.

I dobrze… to w końcu ro-dzi-na.

Hubert idzie do więzienia

Poruszony historią Huberta postanowiłem poświęcić ten wpis właśnie jemu.

Hubert to człowiek stojący za stroną Tata z misją, na której stara się wspierać innych ojców znajdujących się w podobnej sytuacji. Jest również autorem książki Miłość nie ma pieczątki – Ojciec bez prawa głosu. Znajdziecie w niej poruszające, dramatyczne historie ojców uwikłanych w sądową machinę, która potrafi mielić ludzi bez litości. Książkę posiadam i szczerze polecam – jej zakup to również realne wsparcie dla Huberta.

To opowieść o ojcu, który kochał swoje dzieci. Ojcu, któremu odebrano godność, największą miłość, a ostatecznie także wolność – bo Hubert trafi do więzienia na 3 miesiące. Poniżej zamieszczam jego dramatyczne nagranie, opublikowane w dniu, w którym otrzymał od swojego adwokata informację o tym, co go czeka.

Miałem okazję prowadzić z Hubertem osobistą korespondencję, a także zapoznać się z niepublikowanymi materiałami dotyczącymi jego sprawy.

Nie ma ludzi idealnych – wszyscy popełniamy błędy, a w tej historii nikt nie jest całkowicie bez winy. Rozumiem jednak postawę ojca, który nie ma żadnych szans w sądzie, a jednocześnie nie potrafi pogodzić się z tym, że jego dziecku może działa się krzywda lub że ma zostać pozbawiony z nim kontaktu.

Oliwy do ognia dolewają media, które z góry piętnują ojca tylko dlatego, że po drugiej stronie stoi matka – kobieta.

Winny nie jest Hubert. Winny jest system sprawiedliwości oraz społeczeństwo, które przymyka oczy na przemoc i krzywdę dzieci oraz rodziców.

Hubert, nie poddawaj się.