Minęły ponad dwa miesiące od mojego ostatniego wpisu. Nie planowałem tak długiej przerwy, jednak prawdziwy Sędzia Sędziów czasem pisze dla nas inny scenariusz. Niestety, ostatni okres nie sprzyjał żadnej twórczości. Pod koniec października odszedł mój dziadek. Trzeba było zająć się wszystkimi formalnościami oraz uporządkować jego sprawy po śmierci. Dopiero od kilku dni sytuacja się uspokoiła.
Dodatkowo, obowiązki zawodowe oraz urodzinowe okazje – zarówno moja, jak i Tysi – wymagały większego zaangażowania i mobilizacji. Mimo to, postaram się streścić, co wydarzyło się w ostatnim czasie.
Pod koniec listopada odbyła się pierwsza rozprawa apelacyjna w sprawie o alimenty. Jezabel utrzymuje, że koszt utrzymania ośmioletniej córki przekracza 4 000 zł miesięcznie i domaga się ode mnie połowy tej kwoty. W osiągnięciu sukcesu ma jej pomóc nowa pełnomocnik – pani doktor – która z pewnością zna się na swojej pracy (i zapewne pobiera za to stosowne honorarium).
Z mojej strony już rok temu wnosiłem o obniżenie zasądzonej kwoty 700 zł. Sytuacja jednak uległa zmianie, odkąd Jezabel wyprowadziła się z mojego mieszkania. W obecnych okolicznościach szanse na obniżenie alimentów są bardzo niewielkie. Dodatkowo okazało się, że w ciagu roku wydatki magicznie wzrosły, bo córka chodzi teraz do psychologa, na korepetycje, zajęcia dodatkowe, do lekarza itp. Schemat działania wyciągnięty żywcem z porad na forum dla matek i tam, gdzie „mówią one dość”.
Ja również mam nowego pełnomocnika, który pojawił się niczym anioł w najbardziej potrzebnym momencie – a wszystko to dzięki Patrykowi. Koledze, z którym dzielę podobne doświadczenia i którego poznałem dzięki temu blogowi (wiem, że to czytasz – dziękuję ci za pomoc, rozmowy, śmiechy i za to, że potrafisz mnie op…, kiedy trzeba).
Sprawa jest obecnie prowadzona przez Sąd Okręgowy w moim rodzinnym mieście. Siedziba sądu mieści się w biurowcu, w którym funkcjonuje również wydzielona część Urzędu Miejskiego, restauracja oraz kilka innych firm. Prawdopodobnie ze względu na ograniczoną przestrzeń i liczbę pracowników, sąd miał trudności z ustaleniem terminu rozprawy – od momentu złożenia przeze mnie apelacji minął dokładnie rok.
Sąd zareagował dopiero wtedy, gdy Jezabel złożyła pismo przygotowawcze wraz z wnioskiem o zabezpieczenie, informując jednocześnie, że „musiała opuścić mieszkanie” i wynająć nowe lokum w świeżo oddanym budownictwie, za ponad 2 600 zł miesięcznie (podczas gdy średnie ceny wynajmu w mieście, do którego się przeniosła, wahają się od 1 400 do 2 200 zł). Wydaje się, że ta informacja zmobilizowała sąd do działania.
Efektem było trzykrotne przesunięcie terminu rozprawy oraz zmiana sali posiedzeń – bez jednoczesnego poinformowania mnie o wyznaczeniu terminu ani przesłania odpisu wniosku Jezabel. O wszystkim dowiedziałem się samodzielnie, korzystając z Portalu Informacyjnego Sądów Powszechnych oraz wykonując liczne telefony przez kolejne dni, próbując ustalić, co się właściwie dzieje i na co mam się przygotować.
Ostatecznie termin rozprawy podał mi zastępca kierownika wydziału. Odpis wniosku otrzymałem dopiero w poniedziałek, z zakreślonym siedmiodniowym terminem na odpowiedź, podczas gdy rozprawa miała się odbyć już w środę – dwa dni później. Na szczęście, dzięki wcześniejszym wizytom w czytelni, miałem już przygotowaną odpowiedź na pismo przygotowawcze oraz wniosek o zabezpieczenie, nad którymi pracowałem od dłuższego czasu. Złożyłem je jeszcze w poniedziałek, zanim odebrałem oficjalne pismo z sądu.
„Trudno nie wyciągnąć wniosku, że w Polsce państwo jest wszystkim – człowiek: niczym.”
W związku z tą zawiłą procedurą, podczas rozprawy adwokat strony przeciwnej wniósł o wyznaczenie nowego terminu, aby móc zapoznać się z moją 20-stronicową odpowiedzią, którą otrzymał dopiero w dniu rozprawy. Teraz mają 14 dni na ustosunkowanie się, a kolejna konfrontacja zaplanowana jest na koniec stycznia.
Pod koniec września otrzymałem od Jezabel przedsądowe wezwanie do zapłaty. Pismo zostało wysłane listem poleconym z miasta, w którym toczy się obecnie sprawa o rozszerzenie opieki – prawdopodobnie po to, żebym nie zorientował się, od kogo pochodzi przesyłka.
Z jego treści dowiedziałem się, że rzekomo zalegam Jezabel ponad 21 tysięcy złotych. Według jej wyliczeń, połowa tej kwoty to pożyczka, którą miałem otrzymać od jej rodziców na zakup mieszkania, a druga połowa to pieniądze, które miała mi przekazywać przez kilka miesięcy. W piśmie nie zawarto żadnych szczegółowych zestawień – brak informacji, kiedy, gdzie i na co miałyby zostać przekazane te środki. Znalazło się za to ostrzeżenie, że jeśli nie ureguluję należności w ciągu 7 dni, sprawa trafi do sądu, a do kwoty zostaną doliczone odsetki, koszty sądowe i inne opłaty.
Zaintrygowany całą sytuacją, wysłałem jej własne pismo – również listem poleconym – z prośbą o doprecyzowanie, za co dokładnie i kiedy przekazała mi wspomniane środki. Pismo wysłałem na adres, pod którym mieszka i z którego odbiera korespondencję sądową. List został jednak awizowany, a następnie zwrócony do mnie.
Wygląda więc na to, że po raz kolejny spotkamy się w sądzie.
„Siła bez myśli to furia, myśl bez celu to pycha”
– Arystoteles
Patryk, o którym wspomniałem wcześniej, zapytał mnie kiedyś, czy w moich kontaktach z Jezabel naprawdę nic się nie dzieje za każdym razem, gdy się z nią widuję skoro nie opisuję tego regularnie na stronie. Wytłumaczyłem mu, że dzieje się za każdym razem, ale ciągłe opisywanie tych samych sytuacji nie ma większego sensu i mogłoby jedynie znudzić czytelników.
Dlatego, podsumowując ostatni okres mojej nieobecności, napiszę tylko, że:
- Tysia wciąż nie otrzymuje mojego zegarka do kontaktu, kiedy idzie do szkoły w dni, w które nie ja ją odbieram – mimo że wielokrotnie, jak zwykle, prosiłem Jezabel, by jej go przekazywała.
- Zdarzyło się nawet, że w dniu, w którym to ja odbierałem Tysię ze szkoły, nie miała przy sobie w ogóle zegarka, bo mama po prostu zapomniała jej go dać.
- Tysia nie może się ze mną kontaktować, kiedy przebywa u mamy, ponieważ – jak sama mówi – „mama ciągle mówi, że zadzwonią później”, co w praktyce oznacza, że do rozmów nigdy nie dochodzi.
- Za każdym razem, gdy odwożę Tysię do Jezabel, jestem nagrywany. Zdarza się, że Jezabel obserwuje mnie z ukrycia – na przykład z parkingu, chowając się między samochodami. Raz nawet śledziła mnie, gdy wracałem już do domu. Wszystko filmowała, informując mnie przy tym, że „ją nękam” i że zgłosi sprawę na policję.
- Dowiedziałem się, że nagrania te przekazuje między innymi prywatnemu psychologowi, do którego – wbrew ugodzie, obowiązującemu prawu i moim pytaniom – zapisała Tysię. Psycholog ten, opierając się na filmach oraz relacjach Jezabel, sporządził opinię, którą dołączyła jako załącznik do odpowiedzi na mój wniosek o rozszerzenie kontaktów. Opinia ta przedstawia mnie w negatywnym świetle, sugerując m.in., że tworzę z córką „sekrety”, wymagam od niej przyrzeczeń dotyczących wspólnego zamieszkania w przyszłości, a także że wywieram na nią negatywny wpływ. Według tej opinii, po powrocie do matki Tysia ma być „opryskliwa”, „negatywnie nastawiona” i sprawiać trudności w „dyscyplinowaniu”.
- Nie wolno mi nawet pomachać córce na pożegnanie z okna, jak to bywało w poprzednim miejscu zamieszkania. Dodatkowo, zaraz po odwiezieniu Zuzi jestem przeganiany, ponieważ – jak twierdzi Jezabel – „nękam ją”.
- Uwagi pojawiają się dosłownie do wszystkiego: że Tysia nie odrobiła lekcji (bo zapomniała, co było zadane), że jest źle ubrana (bo nie ma czapki, szalika i na pewno się rozchoruje), że spóźniłem się pięć minut z przyjazdem, że za długo się żegnam, że jestem „mamisynkiem”, że Tysia źle się o niej wypowiada, że nie zjadła drugiego śniadania, że bawiła się zamiast uczyć, że nie ćwiczyła kręgosłupa, że ma problemy z odejmowaniem, że „planeta płonie”. I tak w kółko.
- Zrozumiałem, że ślepi na sprawiedliwość i zdrowy rozsądek potrafią być nie tylko niektórzy przedstawiciele jednej płci. Dotyczy to również mężczyzn – i za to przepraszam niektóre kobiety, które kiedyś niesprawiedliwie wrzuciłem do jednego worka. To już drugi raz, kiedy zaprosiłem kuzyna Jezabel, Mietka, wraz z jego córką na urodziny Tysi – na wyraźne życzenie mojej córki. Wydawało mi się, że pozostajemy w dobrych relacjach. Mietek jednak ani nie odebrał ode mnie telefonu, ani nie odpisał na wiadomości. Zignorował nie tylko mnie, ale przede wszystkim moją córkę.
„To co nas różni to prawda, jedni ją ukochali, a drudzy cale życie się jej boją.”
- Skoro już mowa o kobietach – ostatnio wydarzyło się kilka naprawdę miłych rzeczy z ich udziałem, które pomogły mi odzyskać wiarę w to, że kobieta też człowiek. Mam nadzieję, że będzie już tylko lepiej. Szczególne znaczenie miały tu siostra Jezabel, Melinda oraz Srebrna (jej bratowa), z którymi świetnie bawiłem się na 40. urodzinach Aleksa – męża siostry Jezabel – na które zostałem zaproszony, co było dla mnie bardzo miłą niespodzianką. Wspólnie świętowaliśmy również moje urodziny i urodziny Tysi. Srebrna stwierdziła, że Jezabel jest (cytuję) „chora psychicznie” – a mnie nie wypada tego komentować 😉.
- Nie jeżdżę już sam, gdy odwożę Tysię do Jezabel. Zawsze staram się, by towarzyszyła mi inna osoba. W takich sytuacjach Jezabel jest wyraźnie mniej opryskliwa i ma mniej powodów do zaczepiania mnie.
- Nawiązałem kilka nowych znajomości z rodzicami rówieśników Tysi w szkole. Jedna z jej koleżanek była już u nas dwa razy po lekcjach – dziewczyny wspólnie odrabiały zadania, zjadły obiad, a potem bawiły się w pokoju, który pod koniec dnia przypominał krajobraz „zony” z twórczości braci Strugackich.
Ostatnio spotkałem się z kolegą, którego nie widziałem od ponad 15 lat. Razem kończyliśmy technikum. Opowiadał mi o swoim domu, dzieciach, kamperze, podróżach i pracy. Wszystko piękne. Uświadomiłem sobie, że straciłem – i z każdym dniem tracę – swój czas.
Kocham moją córkę. I jest mi zwyczajnie przykro, że nie ma normalnego domu i musi przez to wszystko przechodzić. Oddałbym wszystko, żeby to zmienić. Ani jej życie nie jest poukładane, ani moje. Zamiast skupiać się na tym, co kiedyś dawało mi energię do życia, ostatnio koncentruję się po prostu na tym, żeby przetrwać – i żeby ona miała choć namiastkę normalności. Na tyle, na ile potrafię. Na tyle, na ile mogę dać z siebie.
A życie płynie. Czas płynie. Wszystko kosztuje – i zdrowia coraz mniej. Z drugiej strony, gdyby wszystko było zbyt łatwe, człowiek nie doceniałby tego, co ma. A dla mnie każda sekunda spędzona z córką jest jak wygrana na loterii.
A ty Jezabel kiedyś za wszystko zapłacisz i to wcale nie ja wystawię rachunek.
