Kolejny protest przeciw alienacji rodzicielskiej i dyskryminacji ojców

To już trzeci tak duży protest poświęcony przeciwdziałaniu alienacji rodzicielskiej oraz dyskryminacji ojców w sądach rodzinnych. Spotykamy się 7 marca o godz. 11:00 w Warszawie.

W związku z całkowitym brakiem reakcji władz na nasze postulaty oraz prób dialogu w sprawie poprawy ochrony Praw Dziecka do obojga rodziców, w imieniu naszych kochanych dzieci i wszystkich poszkodowanych rodziców przez alienację rodzicielską i instytucjonalną zapraszamy na największy od 25 lat PROTEST RODZICÓW przeciw alienacji rodzicielskiej i instytucjonalnej, braku pomocy państwa i braku dialogu, niszczeniu więzi przez sądy rodzinne, nieprawidłowościom niektórych OZSS-ów, całkowitym brakiem poszanowania Praw Dziecka w zakresie prawa do więzi z obojgiem rodziców.

Nie ma naszej zgody na izolowanie dzieci po rozwodzie lub separacji przez sądy „rodzinne”, nie ma naszej zgody zakazywanie mówienia o Alienacji Rodzicielskiej.

Nie ma naszej zgody na uczestnictwo w Sejmowej Komisji ds Dzieci i Młodzieży Pani Poseł Kucharskiej-Dziecic, która wspiera środowiska alienujących rodziców i naszym zdaniem jest ostatnią osobą, której zależy na szczęściu naszych dzieci jej postawa wydaje się nam „anty” ojcowa i dyskryminacyjna.

Wieloletnie zaniedbania oraz brak zmian w prawie rodzinnym doprowadziły do strasznych rodzinnych tragedii, niektórzy rodzice pomimo postanowień sądów latami nie widzą swoich dzieci. Arogancja i brak poszanowania Praw Dziecka do obojga rodziców przez państwowe instytucje doprowadzają do tragedii setek tysięcy dzieci w Polsce. – My Rodzice – nie zamierzamy dłużej milczeć!

Niewiarygodnie istotna kwestia syropu

Przez cały tydzień Tysia była chora. Nie widziałem jej i tęskniłem. Nie wiem dokładnie, jak się czuła oraz jaka była diagnoza, ponieważ informacje o lekarzach, których odwiedza, są przede mną ukrywane.

W czwartek, około 21:00, Jezabel napisała, że mogę odebrać jutro córkę. Napisała mi nazwy lekarstw, które mam kupić, aby podawać jej przez trzy dni, kiedy będzie ze mną. W domu miałem już część lekarstw, brakowało mi syropu Hederasal i Rhinoargent.

Dzień później, około godz. 17:00, mogłem przyjechać po Tysię. Drzwi się otworzyły, a córka radośnie wybiegła w moje ramiona. Poinformowałem Jezabel, że nie mam syropu i aby mi go udostępniła, a ja jej oddam w niedzielę, kiedy będziemy wracać.

W tym momencie Jezabel wybuchnęła. Zaczęła blokować mi wyjście z klatki, rozłożyła się jak zapora i krzyczała, że muszę mieć syrop, bo inaczej nie wyjdę z córką. Tysia również krzyczała, aby nas puściła, bo chciała jechać ze mną do domu, ale na matce nie robiło to wrażenia. Informowałem Jezabel, że ma obowiązek udostępnić mi te leki, ponieważ przekazuję jej alimenty, a w dodatku zabrała mi opiekę. Ona jednak uważała inaczej.

Miałem do wyboru albo siłą wyjść z bloku, albo wezwać policję. Ona tylko czekała na kolejną możliwość wykorzystania tej sytuacji, więc skorzystałem z drugiej opcji. Funkcjonariusze przyjechali za jakiś czas. Wysłuchali dwóch stron, a potem stwierdzili, że nie mogą nic zrobić i lepiej będzie, jeśli pojadę poszukać syropu.

Zebrałem się i pojechałem szukać syropu na mieście. Kupiłem i wróciłem. Poczekałem jeszcze kolejne 15 minut pod drzwiami, aż Jezabel wyda mi córkę, i już razem wróciliśmy do domu.

Podsumowanie i wnioski:

  • spędziłem prawie 1,5 godziny na klatce z chorą córką, próbując opuścić blok;
  • policja, która przyjechała, nie mogła nic zrobić;
  • ostatecznie i tak musiałem pojechać, aby kupić syropy za kwotę ponad 60 zł;
  • syropy podawałem przez dwa dni, a teraz mogę je już wyrzucić;
  • straciłem łącznie ponad 2 godziny mojego czasu pracy;
  • problemu nikt nie widzi.

Szarpanina w szpitalu

Tysia musiała trafić do szpitala, aby przejść badania neurologiczne związane z sytuacją, która miała miejsce jakiś czas temu w szkole.

W szpitalu była przez jedną noc razem z Jezabel. Byłem tam kilka godzin zarówno w dniu przyjęcia, jak i w dniu następnym, aby ją odebrać. Zgodnie z postanowieniem ugody – ten dzień miała spędzać ze mną od końca zajęć edukacyjnych do godziny 18:00. Zajęć edukacyjnych nie było, więc mogłem ją odebrać prosto ze szpitala.

Tysia ucieszyła się z mojego przybycia i była chętna do wyjścia ze mną. Na drodze do naszego szczęścia stanęła Jezabel, która zaczęła uzurpować sobie prawo do odebrania mi córki i zabrania jej ze sobą do domu. Nie zgodziłem się na to i stanąłem jej na drodze, gdy próbowała razem z naszą córką uciec ze szpitala. Tysia zaczęła płakać i prosić Jezabel, aby ją puściła, bo chce iść do ojca. Przyznam, że byłem pod wrażeniem, słysząc takie stanowcze słowa z ust mojej ukochanej córki.

Jezabel jednak dalej obstawała przy swoim i siłą próbowała zabrać ją ze szpitala. Na miejscu interweniowała jedna z lekarek, grożąc, że wezwie policję. Ja nie ustąpiłem. Cała sytuacja trwała dobre 30 minut. Ostatecznie odzyskałem córkę, którą na rękach wyniosłem do samochodu. Przez całą drogę Jezabel wchodziła mi pod nogi, próbując odebrać córkę, szarpała mnie i wyzywała. Udało mi się dotrzeć do samochodu, gdzie córka przez szybę pożegnała się z matką i my szczęśliwie wróciliśmy do domu. Później, zgodnie z planem, odwiozłem Tysię do jej matki. Pojawiły się również pogróżki w wiadomościach SMS o tym, że ona teraz będzie pilnowała zegarka, będzie wyciągała konsekwencje i co to jeszcze nie będzie… Nic, co by mnie już ruszało, ani nic, co by było prawdą.