Pierwszy tydzień szkoły

Pierwszy tydzień, a dokładniej cztery dni tzw. „nauki”, za nami. Kiedy widzę się z Tysią, wydaje się być zadowolona. Raz miał miejsce incydent, w którym poskarżyła się, że dzieci z klasy się z niej śmiały, ponieważ „pani mierzyła ich wszystkich, a ona jest najmniejsza”. Wytłumaczyłem jej jednak, że małe jest piękne i kiedyś urośnie, i że ja również byłem niski w jej wieku. Przyjęła to i zaakceptowała. Kiedy jednak zostaję z nią sam na sam w domu, mówi, że nie chce chodzić do szkoły. Skarżyła się jeszcze, że na przerwach jest bardzo głośno i jej to przeszkadza. Zgadza się, na przerwach jest armagedon – krzyk dzieci, wszystkie gdzieś biegną, nikt nie pilnuje porządku, istny chaos. Dawno czegoś takiego nie doświadczyłem, nie mógłbym tam pracować.

Pierwszy dzień w szkole

Tysia miała dzisiaj uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego. Wczoraj po godzinie 19:00 – na moją wielokrotną już prośbę – otrzymałem w końcu informację, że moja córka została zapisana do szkoły rejonowej w miejscu zamieszkania Jezabel.

Znam tę szkołę, byliśmy tam na dniach otwartych. Ot, kolejny państwowy moloch, nic specjalnego. Chciałem, aby moja córka poszła do szkoły prywatnej w większym mieście, w którym aktualnie mieszkam. Szkoła posiada własny transport, który odwozi dzieci do dowolnej lokalizacji. Byłem gotowy za nią płacić w całości, kilka razy pisałem o tym Jezabel. Bez skutku. Mam zagwarantowaną możliwość współdecydowania o wyborze szkoły, jednak Jezabel uważa, że ma władzę absolutną.

W nowej szkole Tysia czuła się dzisiaj obco. Byłem z nią przez cały czas podczas oficjalnego występu – nie chciała mnie wypuścić. Zrobiono dla mnie nawet wyjątek i pozwolono siedzieć z córką w kącie sali gimnastycznej. Wiem, że moje dziecko poradzi sobie wszędzie, ale boli mnie, że nie mogłem zapewnić jej najlepszego. Tutaj jest sama, nie ma kolegów, ani koleżanek. Większość z nich poszła do prywatnych szkół w Sosnowcu. Cztery lata płaciłem za prywatne przedszkole, gdzie uczyła się języka angielskiego i miała dobrą opiekę. Teraz pójdzie tam gdzie wszyscy… Matka wie lepiej.


Odprowadzając dzisiaj Tysię do szkoły w towarzystwie Jezabel usłyszałem od niej, że będę miał kuratora wzywanego do domu, który zrobi ze mną porządek.

Miłość przebacza wszystko, nienawiść nie przebacza niczego.

Dalej nie wiem co ze szkołą Tysi

Wysłałem SMS do Jezabel o treści:

Co ze szkołą? Potrzebujesz też mojego podpisu, aby zapisać *****. Powinniśmy razem wybrać szkołę. Chcę też wiedzieć, gdzie ***** chodzi do lekarza? Ty wiesz, że ja wykupiłem jej ubezpieczenie w Medicoverze.

Po raz kolejny nie dostałem żadnej odpowiedzi.