Moje ubrania

Odwożąc dzisiaj Tysię do Jezabel, otrzymałem taką wiadomość:

Pod ścianą w garażu obok opon masz jakieś swoje rzeczy w worku, weź sobie.

Stojąc w korku na światłach, odpisałem jej z pytaniem, dlaczego wyrzuca moje rzeczy bez mojej zgody, tym bardziej że mam zamiar wprowadzić się do swojego mieszkania. Nie odpisała.

Na miejscu okazało się, że rzeczywiście wyrzuciła dwa worki z moimi ubraniami. Znajdowały się w nich płaszcze i kurtki, o których zwrot nie mogłem się doprosić od ponad dwóch lat. Jedna z nich, ze względu na warunki, w jakich była trzymana i upływ czasu, była już tak zniszczona, że od razu ją wyrzuciłem.

Oddała również kilka starych zabawek Tysi. Te podała mi już w drzwiach.

Pierwsze zebranie w szkole

O godzinie 17:00 odbyło się dzisiaj pierwsze zebranie w szkole, do której chodzi Tysia. Trwało ono ponad dwie godziny. Podobno pierwsze zebranie zawsze trwa dłużej…

Na miejscu dowiedziałem się, jak będzie wyglądał plan nauczania na najbliższy rok, jakie składki należy uiścić, kiedy będą dni wolne, wycieczki itp. Było również kilka formalności do podpisania, ale ja załapałem się tylko na listę obecności – najważniejszą resztę dotyczącą opieki medycznej podpisała Jezabel, nie pytając mnie o zgodę.

Na sali obecne były prawie same kobiety, za wyjątkiem mnie i dwóch innych ojców. Jak udało mi się później ustalić, jeden z ojców jest alienowany od swojego syna od czerwca. Przyszedł na zebranie, aby dać wyraz swojej bezradności. Udało mi się z nim porozmawiać po zebraniu. Jego historia jest podobna do mojej, choć przebiegała inaczej ze względu na jego staż małżeński i liczbę dzieci.

Po zebraniu poprosiłem o możliwość rozmowy z wychowawcą klasy. Jest to starsza kobieta o przyjaznym usposobieniu, kolejna niestety, która nie chce widzieć problemów, które jej nie dotyczą. Wytłumaczyłem jej grzecznie, że interesuje mnie wszystko, co dotyczy mojej córki i nie chcę być pomijany w żaden sposób podczas przekazywania informacji czy w przypadku podejmowania decyzji, które mają kluczowe znaczenie w wychowywaniu Tysi.

Przede mną z wychowawcą rozmawiała również Jezabel, która zrobiła to za zamkniętymi drzwiami, gdyż nie życzyła sobie mojej obecności. Od wychowawcy dowiedziałem się, że Jezabel podkreśliła, że moje prawa jako rodzica są ograniczone i wytłumaczyła jej, w jakie dni mogę odbierać córkę, a w jakie nie. Dla Jezabel władza jest tak ważna, że nie ma znaczenia, czego dotyczy. Oczywiście nie wspomniała, że mam pełną decyzyjność w sprawach kluczowych dla zdrowia czy edukacji Tysi.

Po doświadczeniach z przedszkolem nie spodziewam się cudów. Zaczynamy nowy etap.

Pierwszy tydzień szkoły

Pierwszy tydzień, a dokładniej cztery dni tzw. „nauki”, za nami. Kiedy widzę się z Tysią, wydaje się być zadowolona. Raz miał miejsce incydent, w którym poskarżyła się, że dzieci z klasy się z niej śmiały, ponieważ „pani mierzyła ich wszystkich, a ona jest najmniejsza”. Wytłumaczyłem jej jednak, że małe jest piękne i kiedyś urośnie, i że ja również byłem niski w jej wieku. Przyjęła to i zaakceptowała. Kiedy jednak zostaję z nią sam na sam w domu, mówi, że nie chce chodzić do szkoły. Skarżyła się jeszcze, że na przerwach jest bardzo głośno i jej to przeszkadza. Zgadza się, na przerwach jest armagedon – krzyk dzieci, wszystkie gdzieś biegną, nikt nie pilnuje porządku, istny chaos. Dawno czegoś takiego nie doświadczyłem, nie mógłbym tam pracować.