Pierwszy dzień w szkole

Tysia miała dzisiaj uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego. Wczoraj po godzinie 19:00 – na moją wielokrotną już prośbę – otrzymałem w końcu informację, że moja córka została zapisana do szkoły rejonowej w miejscu zamieszkania Jezabel.

Znam tę szkołę, byliśmy tam na dniach otwartych. Ot, kolejny państwowy moloch, nic specjalnego. Chciałem, aby moja córka poszła do szkoły prywatnej w większym mieście, w którym aktualnie mieszkam. Szkoła posiada własny transport, który odwozi dzieci do dowolnej lokalizacji. Byłem gotowy za nią płacić w całości, kilka razy pisałem o tym Jezabel. Bez skutku. Mam zagwarantowaną możliwość współdecydowania o wyborze szkoły, jednak Jezabel uważa, że ma władzę absolutną.

W nowej szkole Tysia czuła się dzisiaj obco. Byłem z nią przez cały czas podczas oficjalnego występu – nie chciała mnie wypuścić. Zrobiono dla mnie nawet wyjątek i pozwolono siedzieć z córką w kącie sali gimnastycznej. Wiem, że moje dziecko poradzi sobie wszędzie, ale boli mnie, że nie mogłem zapewnić jej najlepszego. Tutaj jest sama, nie ma kolegów, ani koleżanek. Większość z nich poszła do prywatnych szkół w Sosnowcu. Cztery lata płaciłem za prywatne przedszkole, gdzie uczyła się języka angielskiego i miała dobrą opiekę. Teraz pójdzie tam gdzie wszyscy… Matka wie lepiej.


Odprowadzając dzisiaj Tysię do szkoły w towarzystwie Jezabel usłyszałem od niej, że będę miał kuratora wzywanego do domu, który zrobi ze mną porządek.

Miłość przebacza wszystko, nienawiść nie przebacza niczego.

Pierwsze prawdziwe wakacje

Czas od 1 sierpnia od godz. 8:00 do 15 sierpnia do godz. 19:00 należał do mnie i do Tysi. Nie był przerywany niespodziewanymi wizytami policji czy matki, która próbowałaby wszystko zepsuć, tak jak to robiła do tej pory. To był bardzo dobry czas, choć po tym, co wydarzyło się w sądzie, ciężko było mi zapomnieć o wszystkim i myśleć pozytywnie o przyszłości.

Niemniej, w końcu skorzystaliśmy. Zabrałem moją córkę na chyba najlepsze wakacje, jakie przeżyłem od wielu lat – do malowniczej Andaluzji na południu Hiszpanii. Ponieważ był to nasz pierwszy samotny wylot, zdecydowałem, że udamy się tylko na 7 dni, tak abyśmy mogli jeszcze złapać oddech po powrocie, jak również przygotować się do samej podróży. W skrócie mogę tylko napisać, że nie było żadnych problemów i dopisało nam absolutnie wszystko! Pobyt w miejscowości Cartaya upłynął nam na kąpielach w basenach i leżakowaniu na plaży. Dzięki nowo zawartej znajomości, moja córka nie była skazana wyłącznie na moje towarzystwo, a mogła dzielić czas także z rówieśniczką. Ja sam również miałem okazję spędzić miłe chwile w towarzystwie jej rodziców. Razem z nimi, a właściwie to dzięki nim, udało nam się również zwiedzić Sewillę oraz poleniuchować cały dzień na plaży w Portugalii, gdzie wypiłem najlepszą w moim życiu Sangrię w naprawdę doborowym towarzystwie. Małe rzeczy cieszą najbardziej.

Na koniec pragnę podziękować pewnej osobie za nocną rozmowę przy delikatnym cydrze i muszelkach. Długo jej nie zapomnę.

Tata na komendzie

Dzisiaj mój tata musiał stawić się na komendzie głównej w miejscu zamieszkania Jezabel, gdzie był przesłuchiwany w charakterze świadka w sprawie o nękanie. Mój tata ma 66 lat i zdrowie takie, na jakie zapracował. Nie zapracował jednak na to, aby przechodzić stresy wywołane zawiścią Jezabel.

U taty mieszkaliśmy przez wiele lat z moją byłą partnerką. Musiał znosić jej humory, wiele razy mi się skarżył, a ja byłem między młotem a kowadłem.

Mam rodzinę, która mnie wspiera i jest ze mną. Choć małżeństwo moich rodziców nie udało się, każde z nich znalazło swoje miejsce w późniejszym czasie. Cieszę się, że są ze mną i mnie wspierają. Jezabel nigdy tego nie zaznała. Może gdyby czuła miłość, kiedy dorastała, dzisiaj byłaby inną osobą…

A ja tymczasem jutro wybieram się do sądu, gdzie będę przesłuchiwany w dwóch sprawach: o opiekę nad córką oraz alimenty. Po wyjściu z sądu udaję się na komendę, gdzie czeka mnie kontynuacja przesłuchań w sprawie o nękanie. Zapowiada się ciężki dzień.