Zbliżała się komunia Michała – kuzyna Tysi od strony Jezabel. Oboje dostaliśmy zaproszenie od Izy, mamy chłopca, aby pojawić się na imprezie. Rozmawiałem z Izą na ten temat kilka razy, pytając, czy nasza obecność nie popsuje całego wydarzenia – w końcu to rodzina Jezabel. Jednak za każdym razem otrzymywałem zapewnienie, że to jej decyzja i ma prawo zaprosić kogo chce, tym bardziej że Jezabel postarała się o to, aby zniszczyć relacje z własną rodziną, przez co nie otrzymała zaproszenia. Szkopuł w tym, że impreza miała się odbyć w niedzielę, kiedy córka była razem z właścicielką. Napisałem do Jezabel z pytaniem, czy zgodzi się, aby Tysia mogła w tym dniu być obecna na uroczystości Michała.
CHYBA ZE MNIE KPISZ
Otrzymałem w odpowiedzi. Cóż, przywykłem już do poziomu, na jakim komunikuje się ze mną. Miesiąc później grzecznie ponowiłem próbę, z pytaniem czy Tysia mogłaby w tym dniu być obecna na uroczystości, gdyż w przeciwnym wypadku wybiorę się na nią sam.
Z tego co wiem, to zaproszenie jest nieaktualne, wiec nie pisz do mnie wiecej w tej sprawie.
Tego samego dnia zadzwonił do mnie ojciec Michała, z którym nigdy nic mnie nie łączyło. On nigdy nie wchodził mi w drogę, a ja jemu. Nigdy też nie udało nam się zbudować żadnej relacji. Zdziwiłem się bardzo, bo nigdy do mnie nie dzwonił, nawet nie mieliśmy do siebie numerów telefonów, a jednak jemu na czymś bardzo zależało. Okazało się, że zdobył mój numer, aby wyprosić mnie z imprezy swojego syna, argumentując to konfliktem rodzinnym. Podczas rozmowy wyczułem, że został do tego przymuszony. Nie dałem mu konkretnej odpowiedzi, czy będę, czy nie, bo i on sam na moje pytanie, „czy mnie wyprasza?”, nie był w stanie odpowiedzieć, tłumacząc się jedynie tym, że będzie tam „jego rodzina”.
Na wszelki wypadek porozmawiałem o całej sytuacji z Izą, która poinformowała mnie, że z jej strony nic się nie zmieniło. Podjąłem jednak decyzję, że skoro córki ze mną i tak nie będzie, a ja przygotowałem się już na uroczystość, zjawię się tylko w kościele, a z imprezy domowej zrezygnuję.
W dniu komunii pojawiłem się pod kościołem. Zacząłem zbliżać się do drzwi budynku, gdy nagle z jego wnętrza wyszła matka Jezabel. Cóż to było za spotkanie! Wiedziałem, że nie jest mi przychylna po tym, co Jezabel jej nagadała na mój temat, a jej reakcja tylko upewniła mnie w przypuszczeniach dotyczących osoby, która naciskała ojca Michała, aby mnie wyprosił.
– Dzień dobry – powiedziałem.
– A co ty tutaj robisz? – syknęła.
Odpowiedziałem, że przyjechałem na komunię Michała.
– Ale dlaczego, przecież nie zostałeś zaproszony!
– Ależ oczywiście, że zostałem zaproszony.
– Nie jesteś rodziną, idź stąd…
Matka Jezabel nie chciała ze mną rozmawiać. Kilka razy powtórzyła, że nie jestem rodziną, że Iza jest… skoro mnie zaprosiła, i że mam sobie iść, zwłaszcza po tym, co zrobiłem jej córce…
Nie była jednak w stanie odpowiedzieć, co takiego zrobiłem, a potem już tylko zaczęła uciekać.
Oczekiwałeś więcej? – pomyślałem w duchu, a potem wszedłem spokojnie do budynku.
Po uroczystości spotkałem się z całą rodziną przy wyjściu, przywitaliśmy się, uściskaliśmy, prezent został przekazany, a ja zebrałem się do domu. Matki ani ojca Jezabel już nie zobaczyłem – nie pokazali się ani w kościele, ani przy wyjściu. Był też ojciec Michała, który udał, że mnie nie widzi.
Rodzice Jezabel mieli w ogóle nie pokazać się również na obiedzie, ale gdy doniesiono im, że mnie tam nie ma, jednak przyjechali.
I dobrze… to w końcu ro-dzi-na.
