Psycholog Dominika

Podczas rozprawy apelacyjnej w sprawie alimentów dowiedziałem się, że córka została zapisana do psychologa bez mojej wiedzy ani tym bardziej zgody. Zapis w ugodzie wyraźnie wskazuje, że mam prawo współdecydować o istotnych sprawach dotyczących córki, w tym o sposobie jej leczenia.

Wcześniej kilkukrotnie prosiłem Jezabel, abyśmy wspólnie zabrali Tysię do psychologa, jednak za każdym razem byłem ignorowany. Nagle okazuje się, że córka uczęszcza na terapię w kwocie 150 zł za spotkanie. Dwie wizyty miesięcznie to już 300 zł – tak po prostu.

Co więcej, ten sam psycholog – będący w procesie specjalizacji – wystawia na życzenie matki nieprzychylną mi opinię do sądu. W opinii tej stwierdza, że opierała się na słowach matki oraz na materiałach przez nią dostarczonych. Nie przeprowadzono ze mną żadnego wywiadu, nie zadano mi żadnych pytań, a mimo to pani Dominika twierdzi m.in., że córka ma problemy z dyscypliną po powrocie ode mnie, jest opryskliwa i jest negatywnie nastawiona do matki.

Można także zauważyć, że dziewczynka z dużym prawdopodobieństwem bierze odpowiedzialność za odczucia rodzica – ojca.

Ani jednego złego słowa o Jezabel. Z samej opinii nie wynika też kto właściwie był badany, czy matka czy dziecko? W dodatku w opinii przedstawiona jest wyłącznie relacja moja z córką, a nie samej matki, która wystąpiła o badanie.

Wysłałem do pani psycholog dwa listy polecone z prośbą o odpowiedź na kilka pytań. Pierwszy list wrócił do mnie nieodebrany, drugi został odebrany, lecz pozostał bez odpowiedzi. Postanowiłem więc zadzwonić i umówić się na wizytę, aby dowiedzieć się, dlaczego córka uczęszcza na terapię. W odpowiedzi usłyszałem, że jeśli nie zapłacę za spotkanie, to jedyną drogą jest zwrócenie się do sądu o zwolnienie psychologa z tajemnicy, ponieważ bez tego nie udzieli mi żadnych informacji.