W Dzień Świadomości Alienacji Rodzicielskiej

Od złożenia pierwszego wniosku do sądu minęły już trzy i pół roku, a od momentu, gdy wyprowadziłem się z własnego mieszkania – prawie pięć. Wielokrotnie proponowałem, abyśmy spróbowali porozumieć się dla dobra naszej córki. Chciałem, by każde z nas mogło ułożyć sobie życie możliwie jak najlepiej. Nigdy nie chodziło mi o pieniądze – byłem gotów podzielić się wszystkim, co miałem. Nasz związek się nie udał, ale nadal jesteśmy rodzicami tej samej dziewczynki.

W odpowiedzi słyszałem jednak zapowiedzi, że „zabierze mi wszystko (…) oddam wszystko w zębach”, i od pięciu lat konsekwentnie próbuje to realizować. Na szczęście bezskutecznie. Nie dostrzega przy tym, jak bardzo krzywdzi naszą córkę, mnie, a w pewnym sensie także samą siebie. Konflikty z rodziną, z byłym pracodawcą, z rodzicami w starej szkole – to wszystko narasta. Pojawiły się kłamstwa, oskarżenia, obrażanie, groźby, poniżanie, a jednocześnie moralizowanie z powoływaniem się na religię. Osoby, które jej nie znają, często wierzą w jej wersję wydarzeń, bo widzą kobietę w trudnej sytuacji i zakładają, że skoro płacze, to musi być ofiarą.

Nasza córka dorasta. Ma już ponad osiem lat i rozumie znacznie więcej, niż wielu osobom mogłoby się wydawać. Kiedy dorośnie, otrzyma ode mnie narzędzia, które pozwolą jej zobaczyć, co tak naprawdę się wydarzyło. A dziś pozostaje mi przede wszystkim cieszyć się czasem, który mamy razem – wielu ojców dotkniętych alienacją rodzicielską nie ma nawet tego.

Ostatnie pięć lat to najtrudniejszy okres mojego życia. Mimo to wciąż jestem, wciąż trwam i idę do przodu, choć nie zawsze jest to łatwe, a zmęczenie potrafi dać o sobie znać. Nie wyobrażam sobie nie mieć kontaktu z własnym dzieckiem: nie zobaczyć go, nie przytulić do snu, nie przeczytać wspólnie książki, nie zagrać w szachy, nie wyjść na spacer. Ten czas jest bezcenny, ale jego utrzymanie kosztuje bardzo wiele – zdrowia, czasu i pieniędzy. Społeczeństwo często tego nie rozumie. W powszechnym przekonaniu ojciec ma przede wszystkim płacić alimenty, a jeśli widuje dziecko, to „powinien się cieszyć”. Na tym rozmowa się kończy. Liczy się wielka polityka, pieniądze od państwa i wygodne schematy, które pozwalają nie dostrzegać realnych problemów.

A jednak alienacja rodzicielska istnieje i zbiera swoje żniwo. Niszczy relacje, zdrowie i życie. Wiem to z własnego doświadczenia i z historii wielu ojców, których poznałem.